Ks. prymas Krzysztof Antoni Szembek - prymas
Polski
Urodził się w 1667 r. ,,we wsi Szczepanów w ziemi krakowskiej, która
według podania była niegdyś własnością rodziców św. Stanisława,
biskupa krakowskiego. Odebrawszy w domu rodzinnym staranne
wychowanie, wysłany został na Akademię Krakowską, a stamtąd udał się
do Rzymu, gdzie się z pilnością przykładał do nauk teologii, prawa i
historii" 27. Po powrocie do kraju został wyświęcony na kapłana w
1692 r.
Był kanonikiem kilku kapituł. Wkrótce po święceniach biskup Stanisław
Dąbski dał mu kanonię kujawską. 2 III 1699 r. po rezygnacji swego
krewnego, Ludwika Szembeka otrzymał po nim godność kanonika
przemyskiego. W r. 1703 biskup warmiński Załuski dał mu kanonię
warmińską, a Stanisław Szembek zostawszy prymasem, udzielił
Krzysztofowi prowizji na kanonię gnieźnieńską, w której instalował
się 25 kwietnia 1708 r. W marcu 1711 r. Krzysztof Szembek został
kanonikiem warszawskim i prawie równocześnie otrzymał prezentę
królewską na proboszcza kapituły warmińskiej.
Oprócz kanonii otrzymał również opactwa. Z nadania Augusta II w 1708
r. został opatem komendatariuszem benedyktynów w Mogilnie. Od 1739 r.
był jednym z ostatnich opatów komendataryjnych benedyktynów
tynieckich. Opactwo to zwyczajnie oddawano prymasom. Autor
rękopiśmiennej kontynuacji dodanej do katalogu opatów tynieckich St.
Szczygielskiego w „Tinecji" sławi Szembeka za to, że był łagodny, w
rozmowie wesoły, otwarty w podejściu, że rządził łaskawością, a nie
sprawiedliwością, że miał charakter nacechowany ojcowską miłością,
przez co na zawsze pozyskał sobie serca wszystkich.
Wreszcie zgodnie ze zwyczajem panującym w ówczesnej Polsce Krzysztof
Antoni Szembek był biskupem kolejno kilku diecezji: w 1710 r. został
biskupem inflanckim po śmierci bpa Teodora Wolfa. Sakrę biskupią
przyjął 15 września 1711 r. Pięć lat później 1'5 lutego 1716 r.
otrzymał nominację królewską na biskupstwo poznańskie. Wybór kapituły
nastąpił 16 marca tegoż roku, a ingres odbył 29 sierpnia 1717 r. Już
30 października 1719 r. przeniósł się na biskupstwo kujawskie, a w
1739 r. został arcybiskupem gnieźnieńskim, prymasem Polski.
Krzysztof Antoni Szembek zanim sięgnął po najwyższe zaszczyty w
pierwszych latach kapłaństwa ,,przyjął probostwo w miejscu rodzinnym,
w Szczepanowie, który się wsławił jego pasterstwem. Był bowiem
prawdziwym ojcem i opiekunem swoich owieczek, żyjąc z nimi jak z
dziećmi. Sam wstępował do brudnych chat, z których nie wychodziła
choroba, z pociechą, pomocą religijną i materialną. Spowiadał
gorliwie i nauczał, nie dając się wyręczyć wikariuszowi, aby uwagi i
pieczy jego nie uszła żadna owieczka. Wzniósł przy kościele szpital
dla niedołężnych starców, a do domu swego garnął ubogich i nędznych,
aby ich nakarmić i przyodziać, nawet aptekę dla nich założył.
Nawracał gorliwie żydów, lubo bez skutku. Kościół swój utrzymywał we
wzorowej czystości, opatrzył w sprzęty potrzebne i aparaty. Dla
młodzieży założył szkołę, w której sam często nauczał. Skromny, cichy
i głęboko pobożny, nie marzył o wyniesieniu i godnościach, i byłby
zapewne na zawsze pozostał w parafii, gdyby go krewni stamtąd nie
byli wydobyli". Takie świadectwo wydali Krzysztofowi Szembekowi jako
proboszczowi parafii Szczepanowskiej Bartoszewicz, a za nim
Korytkowski.
Przeprowadzona w 1731 r. wizytacja, a więc po opuszczeniu probostwa
przez Krzysztofa Szembeka, potwierdza powyższą charakterystykę. Z akt
tej wizytacji dowiadujemy się, że nie daleko kościółka 'p.w. św.
Stanisława stał szpitalik, dobrze uposażony, w którym mieszkało
trzech ubogich. Z dokumentów wizytacyjnych wynika, że kościół był
utrzymany w porządku, ołtarz św. Stanisława w kościele parafialnym
był pozłocony. Jedynie dwunastogłosowe organy wymagały reperacji.
Podobnie plebania była w dobrym stanie. Wprawdzie w księgach
metrykalnych zauważono defekty z lat 1724 - 1728, ale to obciąża nie
Szembeka, lecz jego następcę, St. Luksarowicza. Obecnie Szczepanów
posiada księgi metrykalne od 1772 r. Z wizytacji omawianej wynika, że
były prowadzone w 1731 r., widocznie sprzed 1772 r. zaginęły.
Dziwne było biskupstwo inflanckie, które w 1710 r. otrzymał Krzysztof
Antoni Szembek. Były to właściwie dwie diecezje, kurlandzka i
piltyńska, które w 1685 r. Innocenty XI połączył w t.zw. diecezję
inflancką 31. Mizerna ta diecezja nie posiadała nawet rezydencji
biskupiej. W 1701 r. katedra znajdowała się w Dyneburgu, a liczba
wiernych rozsianych wśród innowierców wynosiła wtedy 90 000.
Zauważono, że w 1758 r. liczba wiernych sposobnych do przyjęcia
komunii św. wzrosła do 110 000 32. Czemu przypisać ten poważny skok
in plus? Czyżby gorliwości biskupa pochodzącego ze Szczepanowa, który
tu pasterzował przez około pięć lat (1710-1716)? Biskupstwo to było
rzeczy¬wiście trudne, niemal misyjne, ale dawało gorliwemu pasterzowi
wielką szansę. Nie omieszkał wykorzystać jej Krzysztof Szembek, który
„pilnie pracował nad uregulowaniem stosunków w diecezji swojej,
zaniedbanej, opuszczonej, na różne złe wpływy wystawionej". ,,Zajął
się bardzo gorliwie odzyskaniem uposażenia biskupstwa i wydobywał z
zapomnienia sprawę biskupstwa piltyńskiego... Uzyskał po trzyletniej
usilnej pracy reskrypt królewski do księcia kurlandzkiego i szlachty
oraz posiadaczy dóbr biskupich w Dongaugen, za których ustąpienie sam
z własnej kieszeni ofiarował 30 000 zł do wydania tych dóbr. Tak samo
wywindykował inne dobra i fundusze swojego biskupstwa z rąk pruskich
i duńskich, które po największej części znajdowały się w rękach ludzi
świeckich i dysydentów. Diecezja inflancka z dawną piltyńska na
pograniczu katolicyzmu leżąca, była nadzwyczaj rozległa, bo
obejmowała całe Inflanty, Estonię, Ingrię i nie miała ściśle
oznaczonych granic. Do uporządkowania jej pomogła Szembekowi
znajomość i duże względy Piotra W., który mu pozwolił osadzać
duchownych katolickich w nowozałożonym Petersburgu i jego okolicy,
wysłać misjonarzy ku Syberii i na Syberię dla nawracania plemion
pogańskich, lecz do niego nie przyszło, bo biskup nie miał do tego
posłannictwa ani księży, ani środków materialnych, ani czasu, będąc
związany sprawami publicznymi i obowiązkami pasterskimi w części
rozległej diecezji swojej leżącej w granicach Rzeczypospolitej, którą
zwiedzał pilnie, słowo Boże głosił, misje po różnych miejscach swoim
kosztem urządził, sprowadziwszy misjonarzy, wskutek czego wielu
dysydentów się nawróciło, ale lud prosty wielce zaniedbany moralnie,
widocznie dźwigać się począł, za co senat publicznie gorliwemu
biskupowi składał podziękowanie. W Lehnen zbudował dla siebie i
następców swoich rezydencję, której dotąd nie miał".
Niestety, powierzenie Szembekowi przez Augusta II misji politycznej w
Wiedniu i przeniesienie go na biskupstwo poznańskie przerwało tę tak
owocną pracę na północnowschodnich kresach ówczesnej Polski.
Pod koniec 1716 r. król zamianował Krzysztofa Szembeka biskupem
poznańskim po śmierci bpa Bartłomieja Tarły. Na początku następnego
roku kapituła poznańska dokonała kanonicznego wyboru nowego biskupa,
a Klemens XI ją zatwierdził.
„Jak w inflanckiej, tak i w poznańskiej diecezji rozwinął Szembek
nadzwyczajną aktywność i gorliwość, odznaczając się wszędzie gorącym
przywiązaniem do Kościoła i wiary ojców, pilnym przestrzeganiem
karności kościelnej, niezmordowanym w sprawowaniu funkcji biskupich
pracownikiem, a przy tym świetnym wzorem świątobliwego i nieskalanego
życia". Głównym dziełem jego przeszło dwuletnich rządów diecezją
poznańską było przygotowanie synodu diecezjalnego, który
przeprowadził w kolegiacie św. Jana w Warszawie w ostatnich dniach
lutego 1720 r. już jako biskup-nominat następnej z kolei diecezji
kujawskiej. Ze studium postanowień tego synodu wynika wielka troska
biskupa o seminaria duchowne w Poznaniu i Warszawie. Nie mniej
troskliwy okazał się o dom dla księży emerytów, o szpitale i domy dla
ubogich. ,,Szczególniejszą przezorność pasterską uwydatniają ustawy o
ćwiczeniach duchownych i rekolekcjach, kasie dekanalnej, o
testamentach i przeznaczeniu spadku po zmarłych bez testamentu
kapłanach, sposobie odbywania kongregacji dekanalnych itp. W ogóle
wszystkie postanowienia synodalne dobrze były pomyślane i wieje z
nich duch prawdziwie kościelny".
W 1720 r. odbył ingres do katedry włocławskiej. I tutaj był
niezmordowany w spełnianiu swych obowiązków. „Dbały o zbawienie dusz
sobie powierzonych. Poszczególne parafie pilnie wizytował, sam do
ludu przemawiał, prostaczków pouczał, do konfesjonału zasiadał, nad
porządkiem nabożeństwa, porządkiem domów Bożych, czystością obyczajów
i karnością gorliwie czuwał. Szczególnie zaś okazywał się gorliwy w
obronie wiary i utrzymaniu jej czystości".
3 sierpnia 1721 r. zmarł prymas Stanisław Szembek, stryjeczny brat
Krzysztofa. Jako biskup kujawski miał pewne uprawnienia polityczne. W
obecnej sytuacji Krzysztof Szembek wystarał się u Augusta Mocnego o
tytuł wiceprymasa, którego dotychczas w Polsce nie znano. Faktycznie,
zanim zamianowano nowego arcybiskupa gnieźnieńskiego w osobie Teodora
Potockiego, biskup kujawski spełniał jego funkcje. Niestety,
zaangażowanie się w sprawy polityczne, podróże, m. in. do Rzymu
odrywały dobrego pasterza od jego owieczek. Mimo to ,,diecezja
kujawska szczęśliwą była i dumną z takiego biskupa, jakim był Szembek.
Pobożny, mądry, roztropny, w obejściu ujmujący jednał sobie serca
duchowieństwa i wiernych, a nieskażonością życia, zaparciem samego
siebie, gdzie chodziło o dobro bliźnich cześć powszechną ku sobie
wzbudzał... Pozostawił po sobie wiele pamiątek po zakładach
dobroczynnych i kościołach swej rzadkiej hojności i szczodrobliwości
i dotąd żyje w diecezji kujawskiej w pamięci wiernych jako osobliwy
jałmużnik ubogich".
Po śmierci Augusta Mocnego w 1733 r. Krzysztof Antoni Szembek
głosował prawdopodobnie za kandydaturą Leszczyńskiego. Nie był na
koronacji Augusta III w Krakowie i dopiero w 1736 r. z innymi
zwolennikami Leszczyńskiego podpisał akt elekcji drugiego Sasa na
tron polski. Od tej chwili powróciła tradycyjna życzliwość Sasów dla
Szembeków i lojalność tych ostatnich. To też gdy po śmierci prymasa
Teodora Potockiego, przewidziany na stolicę gnieźnieńską biskup
krakowski Jan Aleksander Lipski nie przyjął nominacji królewskiej,
August III 12 stycznia 1739 r. obdarzył nią Krzysztofa Antoniego
Szembeka. 22 czerwca tegoż roku przeniósł się na stolicę prymasowską.
Liczył wtedy przeszło 70 lat ale cieszył się czerstwym zdrowiem.
Niestety, jako prymas nie rozwinął już Krzysztof Szembek takiej
działalności, jak na poprzednich biskupstwach. Zbyt był zajęty
sprawami politycznymi. I wiek sędziwy robił swoje. Arcybiskupstwo
objął przez swego pełnomocnika Bonifacego Szembeka, kanonika
kujawskiego i dopiero 30 kwietnia 1741 r. odbył uroczysty ingres do
Gniezna. Nie bawił tu jednak długo, ponieważ znów musiał poświęcić
się sprawom politycznym. Najczęściej przebywał w Skierniewicach i
Łowiczu. Był szczególnie życzliwy Pijarom w Łowiczu i jako
„przyjaciel światła" oddał im probostwo w Radziejowie fundując tam
klasztor. Sprawę kościoła gnieźnieńskiego załatwiał korespondencyjnie
przez swój konsystorz i kapitułę.
W 1742 r. przybył ponownie do Gniezna z zamiarem przeprowadzenia
wizytacji „metropolitalnego kościoła i całego jego kleru". Musiał ją
jednak przerwać z powodu spraw politycznych i choroby.
Całym sercem popierał sprawę kanonizacji bł. Bogumiła i w tym celu
sprowadził do siebie z Krakowa ks. Stanisława Mamczyńskiego,
profesora prawa przy uniwersytecie Jagiellońskim, dziekana kolegiaty
św. Michała na zamku krakowskim i kantora sądeckiego 38. Wspomniany
kapłan był dobrze obznajmiony ze sprawami kanonizacyjnymi; praktykę w
tej dziedzinie zdobył podczas procesu kanonizacyjnego św. Jana
Kantego.
Życie Krzysztofa Szembeka powoli gasło. Zmarł w umiłowanym Łowiczu 6
lipca 1748 r. „Na ręku przyjaciół i krewnych, po należytym
przygotowaniu się na śmierć oddał ducha Bogu w 81 roku życia,
pozostawiwszy szczególniejszą dobrotliwości swojej pamiątkę w
założonym i uposażonym przez siebie szpitaliku św. Benona w
Warszawie, przeznaczonym na przytułek dla podupadłych rzemieślników i
wychowanie młodzieży rzemieślniczej".
„Wśród ogólnego żalu i udziału zwłoki jego złożono na wieczny
spoczynek w kościele kolegiaty łowickiej. Ani tam, ani w żadnym z
kościołów katedralnych, którym tak świetnie przewodniczył, nie ma
dotąd pomnika, postawiwszy sobie trwalszy nad mury i spiże w cnotach
i zasługach swoich. Tylko w kościele po księżach pijarach w Łowiczu,
którym był osobliwym niegdyś dobroczyńcą, w ich grobach kazał
pochować swoje serce, jest skromny pomnik wyrobiony z blachy
pozłacanej.
Krzysztof Antoni Szembek był człowiekiem wykształconym, dobrym
politykiem, dbałym o pomyślność swojej ojczyzny. Życie swe związał z
dynastią saską. Jakkolwiek w pewnym okresie dobro państwa widział pod
berłem Stanisława Leszczyńskiego, to jednak gdy szansę tego
ostatniego przepadły, okazał się lojalnym w stosunku do Augusta III.
Jako polityk radził utworzyć stałe poselstwo Rzeczypospolitej w
Wiedniu. Umiał pozyskać życzliwość cara Piotra W. i wykorzystać ją
dla dobra swego kraju. Posłując do Petersburga uzyskał uwolnienie
polskich jeńców i powściągnięcie grabieży wojsk moskiewskich na
terytorium Polski.
W stosunku do innowierców jego postępowanie dalekie było od
dzisiejszego ekumenizmu. Kierowany gorliwością o sprawy wiary, może i
intencją stworzenia narodowej jedności religijnej usiłował przy
każdej sposobności nawracać ich do katolicyzmu. Jego aktywny udział w
osławionej sprawie toruńskiej w 1724 r. nie przynosi mu zapewne
chwały. Szło tam jednak ,,o pomszczenie się Rzeczypospolitej za
zniewagi dysydenckich dworów i o ukaranie ludzi, którzy postępowaniem
swoim przypominali smutne czasy Zygmunta Augusta i późniejsze".
Wśród biskupów XVIII w. uwikłanych w sprawy polityczne wyróżnia się,
jako dobry duszpasterz. Przez synody chciał uformować życie kleru i
wiernych. Pracę duszpasterską lubił: nauczał, przemawiał na ambonie,
spowiadał.
Jako biskup zawsze wykazywał wielką troskę o kościoły. Sam na nie
łożył z własnych funduszów, wyposażał, przyozdabiał.
Uderzającą cechą tego prymasa było umiłowanie biednych. Cnota ta
różni go bardzo od wielu innych hierarchów wieku oświecenia, a tak
bardzo zbliża do wielkiego Rodaka ze Szczepanowa, św. Stanisława,
„Kto go znał bliżej, wiedział, że dochody swoje kościelne uważał za
własność kościoła i ubogich. Dawał hojnie i obficie tak na potrzeby
pierwszego, jako i na ulżenie nędzy drugich, nie pytając, czy mu coś
na konieczne potrzeby życia zostanie. Toteż pozostałość jego po
śmierci była bardzo skromna" 42.
Gdziekolwiek się zjawił, „widziano tam zastępy ubogich i
nieszczęśliwych cisnących się do miłosiernego pana po jałmużny i
wsparcia, których nikomu nie odmawiał". Szerokim sercem obejmował
wszystkich: ubogich, młodzież, starców, chorych. Nawet „nad jeńcami
szwedzkimi szczególniejszą miał pieczę, pocieszał ich, pouczał,
wielokrotnie prośbą a nawet pieniądzmi okupywał ich wolność" .
„Był to człowiek pełen życia, bo szukał bezustannego zajęcia i pracy.
Na biskupim urzędzie niezmordowany, sam wiedział, co robić... Sam
diecezje zwiedzał, księży wyświęcał, nabożeństwa odprawiał, kazania
prawił, Posty zachowywał... Dwór nie świetny, wystawa przyzwoita, ale
nie wspaniała," służby mało, tyle, ile było potrzeba. Oszczędność i
skromność wszędzie przebijała. Karności kościelnej przestrzegał. Lud
uczył i z największą ku niemu był miłością. Dlatego wszędzie gdzie
się obracał, ciągnął za sobą gromady ubóstwa, które wspierał hojną
ręką. Oprócz jawnych żebraków podupadłych. jałmużną tajemną wspierał.
Gdy na podorędziu pieniędzy nie miał, oddawał swoje srebra stołowe.
Miał moc dochodów, ale był zawsze ubogi, prawdziwy biskup
ewangeliczny. Kościół gorąco kochał...". Pozostawił po sobie pamięć
Świętego.